Adam
O tym, że coś niepokojącego dzieje się z moim zdrowiem, poczułem dość dawno, zaraz po stanie wojennym. Złapałem zapalenie płuc. Potem okazało się, że mam gruźlicę. Prawie rok spędziłem w sanatorium w Otwocku. Po leczeniu wróciłem do pracy. W 2002 roku zostałem skierowany do Centrum Onkologii, bo stwierdzono u mnie podejrzenie raka. Przez kilka lat chodziłem systematycznie na kontrole – najpierw co pół roku, potem co rok. 2011 rok przyniósł potwierdzoną diagnozę: rak płuc. Przyjąłem ją jak wyrok. W domu zajrzałem do internetu.
Przeczytałem, że przeżywalność jest na poziomie 3 do 5 lat i to w kiepskim stanie. Pomyślałem, że lepiej więc pominąć ten etap. Nie myślałem nawet o leczeniu. Chciałem zupełnie z niego zrezygnować. To rodzina mnie namówiła. Po operacji usłyszałem, że jestem całkowicie wyleczony, nie potrzeba chemii ani radioterapii. Rok później, po badaniu kontrolnym, znów zostałem w szpitalu na dwa tygodnie. Stwierdzono, że pokazał się nowy ślad po lewej stronie, ale to prawdopodobnie sprawa przeziębienia. Dopiero, kiedy zjawiłem się u pani doktor Zajdy, kiedy wykonaliśmy dokładniejsze badania, okazało się, że guzy zaczynają się przerzucać. Miałem wcześniej operowaną prawą stronę, zmiany pokazały się na lewej – jeden, drugi guz. Decyzja: chemioterapia na bazie platyny. Terapia całkowicie rozregulowała mój organizm. Byłem nie do życia. Stałem się pacjentem leżącym. Nawet przejście z pokoju do łazienki wiązało się z odpoczywaniem po drodze. Później zacząłem przyjeżdżać na chemię na 3 dni. Nie było efektu. Ciągnąłem za sobą butlę z tlenem.

Wszystko zmieniło się, kiedy otrzymałem szansę włączenia do badania klinicznego. Rozpocząłem immunoterapię. Doszedłem do stanu, w jakim dziś funkcjonuję. W przeciwieństwie do tradycyjnej chemii, immunoterapia postawiła mnie na nogi. Dziś pomagam synowi w prowadzeniu firmy, sam przeprowadzam remonty kapitalne w domu, nie muszę do nich wzywać fachowców. Fakt, że ma się raka oznacza, że nie jest się zdrowym, ale trzymam się i dziś, w moim starszym przecież już wieku, potrafię jeszcze zrobić 30 pompek na raz.

Jeśli dziś mógłbym coś poradzić pacjentom, to, aby po zdiagnozowaniu choroby, stosowali się do zaleceń lekarza. To powinno wystarczyć przy nowoczesnych terapiach. Zdaję sobie sprawę, że dostałem od losu niepowtarzalną szansę – jestem leczony jedną z najlepszych terapii, ale nie każdy chory może z niej dzisiaj w Polsce korzystać. Owszem, podczas tego leczenia też są różne momenty, ale to nic w porównaniu ze skutkami ubocznymi, jakie odczuwałem po tradycyjnej chemii. Żadnych omdleń, nudności, włosy mi nie wypadły. Dziś nie tylko mam szansę na przedłużenie życia, przede wszystkim znacznie poprawiła się jego jakość.