Robert
Na raka płuca zachorowałem 3 lata temu. Pierwsze objawy: zacząłem się szybciej męczyć, często pocić, brakowało mi sił. Zrzucałem to na zmęczenie. Poszedłem w końcu do lekarza, poddałem się badaniom diagnostycznym. „Nowotwór płuca” – usłyszałem. Momentalnie całe życie przemknęło mi przed oczami. Pojawił się żal: „Przecież jeszcze wszystkiego nie osiągnąłem. Mam już się żegnać z życiem?”. Nawet dziś jeszcze niełatwo mi o tym mówić, choć teraz moja sytuacja jest już zupełnie inna.

 

 

Moim lekarzem prowadzącym jest pan profesor Dariusz Kowalski. Początkiem mojego leczenia była chemioterapia. Źle ją znosiłem. Czułem się, jakbym, w sposób fizyczny, umierał. Chemioterapia bardzo osłabia organizm, który i tak, przez chorobę, jest już osłabiony. W proces mojego leczenia została też włączona radykalna radioterapia – bardzo dużo naświetlań. Po upływie tych terapii szybko nastąpiło wznowienie choroby. Miałem jednak szczęście – spełniałem warunki do tego, żeby zostać zakwalifikowanym do programu lekowego, w ramach którego od 2 lat otrzymuję innowacyjne leczenie. Znoszę je komfortowo, właściwie nie odczuwam żadnych skutków ubocznych. To pozwala mi na normalne życie.

Kiedy usłyszałem diagnozę, miałem wrażenie, jakby pewien etap mojego życia zamknął się na zawsze. To była myśl, z którą trudno mi było się pogodzić. Na szczęście jest czas. Czas, który upłynął od momentu mojego zachorowania, pokazuje mi, że nie tylko można się z tą myślą pogodzić, ale też, że można z nią żyć.

Zanim zachorowałem, byłem bardzo aktywny zawodowo. Jestem stolarzem od prawie 30 lat. Ostatnie lata spędzałem na pracy w Norwegii. Choroba uniemożliwiła mi aktywność, musiałem przerwać pracę. W tej chwili przebywam na zasiłku rehabilitacyjnym, ale nie tracę nadziei, że po wyleczeniu wrócę do tego, co tak lubię robić. Obecnie co 4 tygodnie zjawiam się w szpitalu na wlew. Co 6 tygodni mam tomografię klatki piersiowej. Udało się ustabilizować chorobę. Guz przestał rosnąć.
Tego, jak się czuję teraz, nie można w żaden sposób porównać ze stanem, w jakim byłem w czasie chemioterapii. Wtedy nie było mowy, żeby wstać z łóżka. Dziś chodzę na dłuższe spacery, jeżdżę w góry. Dzięki innowacyjnej terapii mam w miarę komfortowe życie i mogę korzystać z jego uroków. Zmieniło się moje myślenie o chorobie. Rak płuca to już nie wyrok. Są szanse na wyleczenie. I tak należy o tym myśleć. Pogodziłem się z chorobą, żyję z nią. I jest to życie do przyjęcia. Widzę rzeczy, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Mój rak okazał się dla mnie życiową lekcją. Cenię życie bardziej.

Chyba to czas jest w leczeniu raka płuca najważniejszy. Nie liczę dni, ale zastanawiam się, czy zdołam zrobić to, co zamierzam? Czy wystarczy mi czasu? Zawsze marzyłem o podróżach do egzotycznych krajów. Chciałem zobaczyć Indie, Japonię. Dziś zbieram na to pieniądze. Nie chcę już tego odkładać.